O autorze
Blogerka, przewodniczka kulinarna, a przede wszystkim mama Tosi i Franka. Autorka kulinarnego bloga roku 2012 Crust & Dust. Lubi kawę, cynamon i ciasto drożdżowe. Najbardziej jednak lubi karmić innych.

Co ma cukier do urny?

Wszyscy cieszą się z decyzji Minister Kopacz o wycofaniu ze szkół śmieciowego jedzenia. A jest szkoła za Bugiem w której słodycze i gazowane napoje wycofano ze szkoły już dwa lata temu. Wycofano to jednak zła forma czasownikowa, ponieważ tego śmieciowego jedzenia nie wycofała jakaś niewidzialna ręka kuratora oświaty czy rady rodziców.

Decyzję o zmianach w szkole podjęła jedna osoba – dyrektorka gimnazjum. Zrobiła to dwa lata temu, kiedy mniej niż dzisiaj mówiło się o negatywnym wpływie nadmiaru cukru i sztucznych barwników na umiejętność skupienia uwagi, kiedy ludzie chętniej oglądali taniec niż gotowanie. Chciała przekonać uczniów i dzieci, że warto o siebie zadbać.

O tym jak ważna jest postać dyrektora czy dyrektorki w szkole chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Dyrektor może zabijać w zalążku każdą oddolną inicjatywę jednocześnie utwierdzając uczniów w przekonaniu, że lepiej się nie wychylać. Dyrektorka może stwarzać przestrzeń do kreatywnych działań tak, by uczniowie w bezpiecznym środowisku mogli odkrywać swoje talenty czy po prostu dobrze się razem bawić. Tyle, że ten dyrektor zwykle nie pojawia się znikąd.

Dyrektora wybiera się w drodze konkursu. W skład komisji konkursowej wchodzą przedstawiciele powiatu lub gminy, kuratorium, rady nauczycielskiej, rodziców i związków zawodowych. W skrócie, dyrektora wybierają ludzie. Część z nich, patrz: przedstawiciele samorządu, również zostaje wybrana do pełnienia swoich zaszczytnych funkcji. Dyrektorka z którą rozmawiałam nie miała problemu z przekonaniem lokalnych władz do swoich rewolucyjnych pomysłów. Po prostu, byli otwarci i zaufali jej.


Uważam, że skoro każdy z dorosłych obywateli ma prawo głosu i ma prawo wybierać, to powinien to zrobić. W myśl zasady "masz głos, masz wybór". Lokalny samorząd to nie jest zlepek nikomu nieznanych osób, które mają nikły wpływ na rzeczywistość. To spora grupa ludzi zarządzających niemałym budżetem z którego finansują np. szkoły. I mam poczucie, że we wszystkich miastach poza Warszawą w której politycy liczą raczej na wybory parlamentarne, kandydaci dają się poznać na długo przed wyborami. Albo przynajmniej w trakcie kampanii w innej formie, bardziej osobistej, niż oblepianie tramwajów i drzwi do klatek schodowych swoją twarzą.

Niektóre inicjatywy rada miasta może po prostu wesprzeć, a niektóre skutecznie pogrzebać. Może sfinansować cykl szkoleń dla szkolnych kucharek, przywrócić stołówki, czy zlikwidować maszyny z kawą (!) w podstawówkach. Mogą to zrobić ludzie dla których te kwestie są ważne. Ktoś ich musi wybrać. Ktoś, kto będzie bezpośrednio odczuwał skutki tych decyzji. Wiesz, że to Ty!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...